Narzędzia
Szukaj
Rejestracja Loguj

Krzysztof Wyszkowski

Anna Solidarność

Anna, z domu Lubczyk, nie wywodzi się z kresowego rodowego gniazda, nie wychowała się wśród społecznej elity, nie otrzymała edukacji typowej choćby dla ubogiej szlachty zaściankowej. Można powiedzieć, że urodziła się wśród ludu, żyła z ludem i wszystko poświęciła dla ludu.

Wśród polskich teorii historycznych istnieje i taka, według której od kilkuset lat rola przywódcza wśród Polaków przypisana jest ludziom z Kresów Wschodnich - niech dowodem na prawdziwość tej teorii będą postacie naczelnika Tadeusza Kościuszki, czy naczelnika Józefa Piłsudskiego. Anna, z domu Lubczyk, nie wywodzi się z kresowego rodowego gniazda, nie wychowała się wśród społecznej elity, nie otrzymała edukacji typowej choćby dla ubogiej szlachty zaściankowej. Można powiedzieć, że urodziła się wśród ludu, żyła z ludem i wszystko poświęciła dla ludu.

Jeżeli Joannie d`Arc, objawiły się święte Katarzyna i Małgorzata, nakazując jej podjęcie misji ratowania Francji, to można przypuszczać, że natchnienie Anny mogło pochodzić od innej chłopskiej córki, Heleny Kowalskiej, starszej od Anny o 24 lata, znanej obecnie jako św. siostra Maria Faustyna Kowalska. Gdy czyta się słowa Aktu Oddania się Miłosierdziu Bożemu - „O najmiłosierniejszy Jezu /.../ Ufam bezgranicznie Twojemu miłosierdziu, które jest ponad wszystkie dzieła Twoje. /.../ Jakkolwiek czasami drżę ze strachu, uświadamiając sobie słabość moją, to jednocześnie mam bezgraniczną ufność w Twoje miłosierdzie. Oby wszyscy ludzie poznali zawczasu nieskończoną głębię Twego miłosierdzia, zaufali Mu i wysławiali Je na wieki.". Czytając się te słowa, ma się wrażenie docierania do tajemnicy niesłychanej odwagi Anny, jej zadziwiającej pewności własnej drogi i jej pełnego poświęcenia Bogu i Polsce.

Dziełem chłopskiej córki urodzonej jako Joanna Tarc, było porwanie do aktywności patriotycznej prostego ludu francuskiego. Dziełem Anny było pchnięcie robotników polskich do buntu przeciw najstraszniejszemu i najpotężniejszemu złu w historii ludzkości - totalizmowi sowieckiemu. Choć komuniści twierdzili, że rozpoznali drogi obrotów „walca historii" i zapowiedzieli Annie, że ten walec rozgniecie ją na taką miazgę, że nigdy nie będzie jej w encyklopedii, to jej życie jest dowodem zwycięstwa dobra nad złem. Komunizm upadł, a postać Anny jaśnieje wśród orszaku wielkich szlachetnych kamieni rzuconych przez Naród na zwycięski szaniec  Boga, Honoru i Ojczyzny.

W publicznie znanej historii Polski postać Anny wiąże się z wybuchem strajku w Stoczni Gdańskiej 14 sierpnia 1980 r., którego pierwotnym hasłem było żądanie przywrócenia do pracy zwolnionej suwnicowej. Ale Anna nie tylko stała się natchnieniem Powstania Gdańskiego, ale była jego twórczynią w najbardziej bezpośredni sposób. Oto, gdy po trzech dniach Komitet Strajkowy z Lechem Wałęsą zakończył strajk, Anna (i garstka innych odważniejszych od mężczyzn kobiet) stanęła na drodze opuszczających Stocznię z wezwaniem do kontynuowania strajku solidarnościowego z innymi zakładami Trójmiasta. To ta akcja, ten straceńczy czyn prostej robotnicy stał się czynnikiem decydującym o losach Sierpania`80 i najnowszej historii Polski. Choć większość stoczniowców wyszła, to trwanie strajku zostało uratowane i możliwe stało się powołanie Międzyzakładowego Komitetu Strajkowego, który stał się pierwszą patriotyczną i demokratyczną władzą narodową na terytorium Polski od 1945 roku.

Ale do zwycięstwa było jeszcze bardzo daleko. Komunistom udało się oddzielić od MKS Stocznię Remontową i Stocznię Północną, których załogi, liczniejsze od robotników pozostałych w Stoczni Gdańskiej, trwały we własnym strajku okupacyjnym. Bez tych stoczni MKS pozbawiony był rzeczywistej reprezentatywności i mógł być w każdej chwili zlikwidowany siłą. Pamiętam ówczesny niepokój Anny i jej próby docierania do robotników Stoczni Remontowej przez zaufanych kurierów. Wszystkie działania pozostawały bez skutków. Kierownictwo strajku w Stoczni Remontowej nakazało zaspawanie bram łączących ze Stocznią Gdańską i zakazało  jakiejkolwiek łączności pomiędzy załogami.

Wówczas Anna znowu zdecydowała się na zdecydowane działanie. Pod bramę „Remontówki" podjechała na wózkach akumulatorowych delegacja MKS. Najpierw przemówił Wałęsa. Zza bramy odezwały się tylko gwizdy. Wtedy na dach wózka weszła Anna. Nie pamiętam ani słowa z tego co mówiła. To, co wówczas się stało było ważniejsze od wszelkich słów. Nigdy nie przeżyłem równie wstrząsającego wydarzenia i nigdy nie wyobrażałem sobie, że coś podobnego może się w ogóle wydarzyć. Patrzyłem na Annę, a po plecach przechodził mnie dreszcz i do oczu napływały łzy.

Na dachu wózka stała drobna kobiety przemieniona w potężną skoncentrowaną energię. Była to energia tajemnicza, zapewne dostępna tylko kobietom, ale tylko  obdarzonym wielką moralną siłą i absolutnym poczuciem przeznaczenia. Siła jej krzyku, natężenie emocji, gwałtowna - tragiczna i heroiczna - wyrazistość przygiętej w kolanach sylwetki była tak wielka, tak wspaniała i sugestywna, że aż straszna. Strach było wziąć na swoje sumienie odmowę wobec jej wezwania.

Po drugiej stronie bramy panowała cisza. Anna zeszła z wózka i nie byłem pewien, czy ma poczucie zwycięstwa. A następnego dnia rano biegną do Sali BHP młodzi chłopcy i krzyczą: „Remontówka idzie!". I to był widok godny historycznych legend - przez most zwodzony z rozwiniętymi sztandarami maszerowały karnie uformowane szeregi w niebieskich kombinezonach. Od tej chwili komuniści nie mieli już wyboru. Musieli podjąć rozmowy. A gdy podjęli rozmowy, musieli zgodzić się na wolne związki zawodowe. Anna nie zgodziłaby się na żadne inne rozwiązanie.

Starożytni znali takie sytuacje i wypracowali dla nich definicję - Dux femina facti, czyli - kobieta kierowała czynem. Przed Anną słynna była w całej Europie Anna Chrzanowska, która podczas nawały tureckiej w roku 1675 nie pozwoliła szlachcie na poddanie zamku w Trembowli. A Kresy wydały więcej takich bohaterek, by wspomnieć tylko Emilię Plater.

Ale wspomnienie Anny przemożnej, władającej siłami pozazmysłowymi, towarzyszy innemu wspomnieniu - Anny pokornej, usuwającej się w cień, służącej wiernie i cicho. Taką była w chwili podejmowania działalności w Wolnych Związkach Zawodowych. Pamiętam, że gdy w trakcie  jakiejś scholastycznej dyskusji w jej domu w r.1979, zapytałem ją o zdanie, odpowiedziała: „Krzysiu, powiedz za mnie, ty znasz się na tym lepiej". Ale gdy jesienią 1980 r. pojawił się rzeczywisty problem z próbą zmiany nazwy Pomnika Poległych Stoczniowców na Pomnik Pojednania, Anna już nikogo o zdanie nie pytała. Pierwsza przystąpiła do walki i ją wygrała, płacąc za obronę prawdy wielką osobistą cenę.

Już w sporze o nazwę pomnika ujawniło się wszystko, co czyni Annę wyrzutem sumienia dla polskich faryzeuszy, którzy domagali się nieoddzielania tego, co polskie, od tego, co sowieckie. W takich momentach Anna przestawała być pokorna i stawała się dumna, przestawała być cicha, a głosiła prawdę z dachów domów, występowała z cienia i stawała się przywódczynią. Faryzeizm części polskich elit niekomunistycznych chciał, by negocjacje strajkujących z władzami PRL nazywać dialogiem Polaka z Polakiem. Anna mówiła o walce o wolność i niepodległość z tym samym komunizmem, który Polska pokonała 15 sierpnia 1920 roku, ale który ją podbił i mordował od września 1939 roku.

Dzisiejsi faryzeusze chcą, by walkę o polskość uznać za zakończoną, by ogłosić wspólne - patriotów i komunistów, ofiar i oprawców - zwycięstwo. Dlatego by głos Anny, protestujący w imię prawdy, zniszczyć lub zagłuszyć, propaganda postkomunistyczna forsuje sztuczną idolkę - inną robotnicę ze strajku w Sierpniu`80, ale już całkowicie politycznie poprawną. Choć scenariusz postkomunistycznego pojednania odgrywany przez tę podrabianą ikonę wspiera siła dominujących mediów, to siła prawdy jest tak wielka, że całe przedstawienie jest tylko hołdem, jaki obłuda i zakłamanie III RP składa dziełu Anny.

Walka z faryzeizmem - to istota sporu Anny z polskimi elitami o treść i sens  polskości. Wielu odmawia jej prawa do bycia stroną w tym sporze  twierdząc, że  brakuje jej odpowiedniego wykształcenia. Nawet dzisiaj pojawiają się pytania, dlaczego właściwie uroczystość ta odbywa się Pałacu Prezydenckim? Czy to nie za wysokie progi dla prostej robotnicy i co właściwie Anna ma z tym miejscem wspólnego?

Zasada Virtus nobilitat, czyli cnota nadaje szlachectwo, należy do fundamentów kultury europejskiej. Zapytajmy więc, kto jak nie ona, właśnie jako prosta robotnica, która podjęła heroiczną walkę z antycywilizacją, ma prawo do zażądania od intelektualistów i artystów sprawozdania z ich czynów i rozmów o Polsce? Kto jak nie ona ma prawo do zadania pytania: Co ty, co wy zrobiliście dla swojej Ojczyzny?

Czy Anna ma prawo do osądzania Polski i Polaków? Urodziła się jako Ania Lubczyk. Po wyjściu za mąż przyjęła nazwisko Walentynowicz. W okresie WZZ i Solidarności nazwano ją Panią Anią. Tak, Anna ma prawo do wypowiadania się o polskości, bo własnym życiem, własnym cierpieniem, czasem sama przeciw wszystkim, tę polskość głosiła i nadal nieugięcie głosi. Dlatego ma prawo nazywać się - Anna Solidarność i jestem przekonany, że wdzięczny naród, a może, wzorem rzymskiego senatu, polski parlament, Annę, która stała się  naszym wielkim wodzem na polu walki cywilnej, tym zasłużonym przydomkiem obdarzy.

Dodajkomentarz

Upewnij się czy wypełniłeś pola oznaczone gwiazdką (*).
Można stosować podstawowe znaczniki HTML.