Narzędzia
Szukaj
Rejestracja Loguj

Krzysztof Wyszkowski

Krzysztof Wyszkowski

Krzysztof Wyszkowski

Adres witryny: E-mail: Adres poczty elektronicznej jest chroniony przed robotami spamującymi. W przeglądarce musi być włączona obsługa JavaScript, żeby go zobaczyć.

Homilia arcybiskupa Henryka Hozera podczas uroczystej mszy świętej w Kaplicy Matki Bożej Zwycięskiej w Sanktuarium Narodowym w Ossowie w dniu 11 kwietnia 2015 roku w intencji ofiar narodowej katastrofy pod Smoleńskiem.

 Lekcja na dzień 11 kwietnia: Czytanie z Dziejów Apostolskich, 13-21. Przełożeni i starsi, i uczeni, widząc odwagę Piotra i Jana, a dowiedziawszy się, że są oni ludźmi nieuczonymi i prostymi, dziwili się. Rozpoznawali w nich też towarzyszy Jezusa. A widząc nadto, że stoi z nimi uzdrowiony człowiek, nie znajdowali odpowiedzi.

Kazali więc im wyjść z sali Rady i naradzali się. Mówili jeden do drugiego: "Co mamy zrobić z tymi ludźmi? Bo dokonali jawnego znaku, oczywistego dla wszystkich mieszkańców Jerozolimy. Przecież temu nie możemy zaprzeczyć. Aby jednak nie rozpowszechniało się to wśród ludu, zabrońmy im surowo przemawiać do kogokolwiek w to imię".

Przywołali ich potem i zakazali w ogóle przemawiać i nauczać w imię Jezusa. Lecz Piotr i Jan odpowiedzieli: "Rozsądźcie, czy słuszne jest w oczach Bożych bardziej słuchać was niż Boga? Bo my nie możemy nie mówić tego, co widzieliśmy i co słyszeliśmy". Oni zaś ponowili groźby, a nie znajdując żadnej podstawy do wymierzenia im kary, wypuścili ich ze względu na lud, bo wszyscy wielbili Boga z powodu tego, co się stało.

 Oto słowo Boże.

Drodzy bracia i siostry! Dzisiejsza sobota nie jest taka jak inne. Jest to siódmy dzień oktawy Zmartwychwstania Pańskiego, jest to dziewiąty dzień Nowenny do Miłosierdzia Bożego, jest to wigilia niedzieli Miłosierdzia Bożego. Jest to jednoczenie rocznica liturgiczna śmierci świętego Jana Pawła II, który w godzinach wieczornych, po godzinie dwudziestej pierwszej, przeszedł do Domu Ojca. Niech te okoliczności zewnętrzne będą dla nas przewodnikiem do tego, co jest głębiej położone, do tego co jest nam podane przez Boga samego w jego słowie i w jego dziełach.

Dzisiaj towarzyszymy apostołom, którzy weszli w konfrontację z duchem tego świata, a mianowicie oni, którzy głoszą prawdę o zmartwychwstaniu, którą głoszą nie tylko słowem, ale i czynem, a więc znakami, których dokonują, a chodzi konkretnie o znak przywrócenia zdrowia człowiekowi chromemu i sparaliżowanemu, oni doznają prześladowań i muszą stanąć do konfrontacji z tymi, którzy uważają, że wszystko wiedzą i o wszystkim decydują, A  są to przełożeni i starsi, uczeni, którzy stanowili tę grupę, utożsamiającą się ze społeczeństwem, a właściwie też traktującą społeczeństwo jako swoją własność.

Odpowiadają apostołowie na rozkaz, który im został przekazany, żeby nie przepowiadali w imię tego Jezusa Chrystusa, który miał zmartwychwstać. Powiedzieli coś bardzo istotnego – osądźcie, czy słuszne jest w oczach bożych bardziej słuchać was, niż Boga?

W ten sposób uświadamiamy sobie ten istotny postulat, który wczoraj został sformułowany na Krakowskim Przedmieściu, że naszą rzeczywistość społeczną i narodową i państwową mamy budować w oparciu o kryterium prawdy.

I to jest bardzo słuszne wskazanie, powiedziałbym, wręcz - ewangeliczne, dlatego, że  prawdą absolutną, obiektywną, nie zawierająca w sobie żadnego sfałszowania, jest prawda Boża. Bóg wszystko wie i dlatego jest panem tego świata. Bóg wszystko wie i dlatego może być sędzią sprawiedliwym. Bóg wszystko wie i dlatego może też być sędzią miłosiernym, ponieważ jest miłością.

Te słowa Piotra i Jana niech staną się nasze, że należy bardziej słuchać Boga niż ludzi. I wtedy największą posługę  wykonamy wobec ludzi, gdy będziemy Boga słuchać. Jednocześnie mamy kolejny opis niedzieli Zmartwychwstania Pańskiego, mianowicie Jezus ukazuje się poszczególnym grupom świadków. Ukazuje się z całą rzeczywistością jego zmartwychwstania, a więc w swoim ciele, na którym są ślady jego męki, a więc ukazuje się jako ten, który nie wyzbył się ludzkiej natury, który z apostołami spożywał posiłek, który każe się dotykać, ale jednocześnie doświadcza braku wiary w rzeczywistość zmartwychwstania. Nie chcieli wierzyć słysząc, że żyje i że ona, Magdalena, go widziała. Gdy wrócili z Emaus uczniowie i mówili, że go spotkali i że jedli wieczerzę i była to wieczerza eucharystyczna, inni też im nie uwierzyli. Dlatego Jezus wyrzucał im brak wiary i że nie uwierzyli tym, którzy widzieli go zmartwychwstałego. Nasza wiara w zmartwychwstanie opiera się na naocznych świadkach, na tych, którzy go widzieli, dotykali, którzy z nim rozmawiali, którzy jednocześnie doświadczali jego nowej mocy, gdy na brzegu Jeziora Galilejskiego wręczał im dowody tej mocy – cudowny połów ryb, którego już dokonał przed swoją śmiercią i zmartwychwstaniem, czy też nakarmienie ich rybą i chlebami, tak jak to zrobił i przedtem.  

To jest bardzo ważne odniesienie do naszej obecnej sytuacji, kiedy postulat prawdy jest tak trudny do zrealizowania i stąd też kierując się dzisiejszą liturgią musimy sobie uświadomić, że mamy być świadkami – świadkami prawdy. Tej prawdy szukać, tej prawdy się domagać, tą prawdą żyć i tą prawdę głosić na zewnątrz.

Ale jednocześnie, gdy odżywają w nas wszystkie uczucia zawodu, rozgoryczenia, tęsknoty, powiewu śmierci, zdajemy sobie sprawę, że tylko Bóg może nam otrzeć łzy i  pewność naszą, że ci, których straciliśmy, a rzeczywiście zginęła elita naszego kraju, naszego narodu, że ci żyją w Bogu. Bo Bóg nie jest Bogiem zmarłych, ale Bogiem żywych. I mamy wszelkie prawa prosić ich o pomoc i o wstawiennictwo w naszej trudnej dzisiejszej drodze dochodzenia do prawdy.

I wreszcie mamy to przekonanie, że ich życie nie było zmarnowane, że ich życie miało wielką wartość. W miejscu, w którym dzisiaj odprawiamy tę eucharystię i gdzie będziemy dokonywać odsłonięcia kolejnych popiersi bohaterów lotu do Smoleńska, przychodzi nam całkowita świadomość, że jest to miejsce święte, uświęcone krwią obrońców ojczyzny. To jest miejsce gdzie zginął bohaterski ksiądz Ignacy Skorupka, to jest miejsce gdzie ginęli członkowie Ligi Akademickiej biorącej udział w Bitwie Warszawskiej - Cudu nad Wisłą, to jest miejsce, do którego co roku przychodzimy, żeby to miejsce wspominać i żeby uświadomić sobie, że nasza historia znaczona jest krzyżami. Krzyżami tych, którzy byli zdolni oddać życie za prawdę. Tutaj, w tej Bitwie Warszawskiej, brali udział również przyszli oficerowie, którzy zginęli w Katyniu. A więc Bitwa Warszawska i mord w Katyniu mają ścisły związek, z tego powodu, że w jakimś sensie Katyń był zemstą Stalina za klęskę w Bitwie Warszawskiej.

I trzeci etap, trzecia część tego tryptyku, to jest właśnie katastrofa smoleńska, gdzie nastąpiło jakby spięcie tamtych dwóch wydarzeń - walki o wolność ojczyzny i ofiary katyńskiej - do której dołączyli ci, których wspominamy w tym miejscu. Dęby, jako żywe pomniki tutaj rosną i będą rosły, a popiersia niektórych z nich przypominają, co straciliśmy.

Gdy dzisiaj wspominamy szczególnie dwie z tych osób – panią Annę Walentynowicz i pana Janusza Kurtykę – wystarczy sięgnąć do ich życiorysów, aby zobaczyć, jakie bogactwo w sobie nosili. Jakie to są życiorysy, jakie bogate w różne osiągnięcia i realizacje dzięki ideałom, które w sobie nosili, dzięki niebywałej odwadze, którą wykazywali, dzięki ich determinacji w realizowaniu dobra wspólnego. Jednocześnie uświadamiamy sobie, że każde z nich reprezentowało jakąś inną dziedzinę życia. Inny obszar naszej egzystencji. Gdy uświadomimy sobie całą komplementarność osobowości wszystkich ofiar katastrofy smoleńskiej zdajemy sobie sprawę, że w nich skupia się i czas i miejsce, i historia i teraźniejszość, że mają wszystkie cechy symbolu, czyli tego, co jest złączone w jedno z różnych znaczeń, jakie możemy tej rzeczywistości przypisać.

Dzisiaj to uświadomienie sobie wagi tej historii, tego wydarzenia, jest jednocześnie budowaniem nowej przyszłości naszego kraju, naszego narodu, naszego państwa, które jest państwem chorym i chorowitym i wymagającym zdecydowanej odnowy. Tak jak zresztą chorowite jest dzisiaj nasze społeczeństwo. Bo nie może być zdrowego społeczeństwa w chorym państwie. Dlatego na nas wszystkich spoczywa ogromna odpowiedzialność za to, co nastąpi. Za nasze postawy, za nasze zaangażowanie, za naszą zdolność przełożenia naszej twórczości na konkretne dzieła, żeby po tych dziełach można było nas rozpoznawać.

Będziemy dzisiaj prosić o wstawiennictwo ofiar smoleńskiej katastrofy dlatego, że oni są dzisiaj błogosławieni. Gdyby wejść w logikę błogosławieństw ewangelicznych okazuje się, że Pan Bóg jest rekompensatą wszystkich czynów, których dana osoba doznała, jest rekompensatą wszystkich niedostatków, cierpień które osoby błogosławione doznały. Bóg jest zazdrosny w tym znaczeniu o ludzkie życie, o życie każdego człowieka, że wszystkie jego braki uzupełnia dzięki swojej stwórczej mocy, dzięki swojej miłości i miłosierdziu. A więc oni są błogosławieni. Ze względu na to, co przeżyli, a miedzy innymi za to, że zginęli śmiercią tragiczną i nagłą. Nie mieli nawet czasu przygotować się do śmierci. Bóg im to wszystko wynagradza i dlatego niech to będzie przesłanie nadziei dla tych wszystkich, którzy są pogrążeni w smutku i którzy są ciągle jeszcze i będą ludźmi płaczącymi. Bo mamy prawo do łez. Reakcja uczniów po śmierci Jezusa, opisana dzisiaj, że byli pogrążeni w smutku i byli płaczącymi, jest również uprawnioną naszą reakcją.

Módlmy się dzisiaj szczególnie za rodziny tych osób, których popiersia będziemy odsłaniać, a więc pani Zuzanny i pana Janusza, o których możemy wypowiadać ich identyfikacje, dlatego, że Bóg ich zna i my też ich wspominamy po imieniu. Niech Bóg będzie pocieszeniem zmarłych nie tylko w niebie, ale również ich rodzin na ziemi. Niech będzie również pocieszeniem środowisk w których żyli i z których wyrastali, wszystkich znajomych, współpracowników, przyjaciół.

Niech odpoczywają w pokoju, jak to mówimy, ale oni mogą wypowiedzieć ten refren, wyśpiewać „Dziękujemy Ci Panie, że mnie wysłuchałeś” (zapewne chodzi o: „Z głębokości wołałem do Ciebie: Panie, wysłuchaj głosu mego !” wg Ps 130,1-2 – przypis K.W.), że jesteśmy blisko Ciebie, że jesteśmy z Tobą, że z Tobą możemy jednocześnie prowadzić ten świat do zmartwychwstania. Amen.

(Tekst nieautoryzowany, spisany przeze mnie częściowo ze słuchu; za błędy z góry przepraszam – K.W.)

Media przekazały dzisiaj informację prokuratury Instytutu Pamięci Narodowej o umorzeniu przez nią śledztwa w sprawie doniesienia Lecha Wałęsy o rzekomym fałszowaniu przez Służbę Bezpieczeństwa PRL dowodów jego agenturalności, jako tajnego współpracownika pseudonim "Bolek". Informacja ta oznacza, że prokuratura zakończyła wieloletnie śledztwo w sprawie domniemanego fałszowania dokumentacji Lecha Wałęsy, jako tajnego współpracownika pseudonim “Bolek”, stwierdzeniem, że Służba Bezpieczeństwa SB nie sfałszowała żadnego donosu Wałęsy, ani z okresu jego rzeczywistej współpracy agenturalnej, ani z okresu późniejszego, jak równiez nie sfałszowała jego kompromitującej rozmowy z bratem.

Prostowanie fałszów zawartych w szeroko rozpowszechnianej długiej i zapewne świadomie "zaplątanej" depeszy agencyjnej wymagałoby wiele miejsca i czasu, a mam poczucie, że moim obowiązkiem jest szybkie i możliwie zwięzłe objaśnienie sensu sprawy, o której dowiedziałem się przed chwilą jadąc pociągiem do Warszawy na jutrzejsze obchody piątej rocznicy katastrofy smoleńskiej (szkoda, że do frontu mediów postkomunistycznych, "zawodowo" zakłamującej sprawę bycia przez Wałęsę w latach 1970 - 1976 płatnym donosicielem komunistycznej policji politycznej, dołączył również portal "wPolityce", który zapewne po prostu mechanicznie powielił kłamliwą interpretację decyzji prokuratury).

Informuję zatem:

- umorzenie śledztwa jest urzędowym potwierdzeniem przez właściwy w takich sprawach organ państwowy, że SB nie fałszowała donosów Lecha Wałęsy jako t.w. “Bolka”!

- umorzenie to oznacza również, że SB nigdy nie zrealizowała planu podrobienia donosów Wałęsy w celu “przedłużenia” okresu jego agenturalności poza rok 1976 i nigdy nie rozpowszechniała fałszywych dokumentów tego rodzaju.

- umorzone również śledztwo w sprawie rzekomego sfałszowania (sfabrykowania) przez SB tzw. rozmowy braci (nagranie dokonane przez Stanisława Wałesę w Arłamowie i przechwycone przez SB), dokonane pod formalnym tytułem przedawnienie karalności czynu, faktycznie oznacza potwierdzenie prawdziwości nagrania i zawartych w nim wypowiedzi Lecha Wałęsy.

Komunikat prokuratury o umorzeniu śledztwa po wielu latach starannych badań, w tym przesłuchaniu wszystkich funkcjonariuszy SB, którzy mieli uczestniczyć w procederze fałszowania zarówno donosów Lecha Wałęsy jako t.w. "Bolek" oraz "rozmowy braci" oznacza jednoznacznie, że wszelkie zaprzeczenia Wałęsy, jakoby dokumenty w postaci donosów t.w. “Bolek” oraz "rozmowy braci" znajdujące się w archiwum Instytutu Pamięci Narodowej, a udostępnionej publiczności w książce Sławomira Cenckiewicza i Piotra Gontarczyka pt. “SB a Lech Wałęsa” zostały podrobione - są kłamstwem.

Pozostaje w tej sprawie tylko jedna kwestia nie wyjaśniona. Jest nim odstąpienie przez prokuraturę od obowiązku ukarania Lecha Wałęsy za złożenie w 2005 roku świadomie kłamliwego zawiadomienia o popełnieniu przestępstwa.

Sędzia do Bronisława Bieruta

poniedziałek, 30 marca 2015 20:25
"Twoje wskazania, Towarzyszu Prezydencie [...] uzbroiły nas do bardziej wytężonej pracy, do podniesienia jej wydajności i jakości [...] pełni bojowości, w którą uzbroiły nas Twoje słowa, przyrzekamy Ci z całym oddaniem pokonywać wszelkie trudności". (Z meldunku, który sędzia przesłał do Belwederu kilka godzin temu (którego treść splagiatował z pisma Załogi Państwowego Ośrodka Maszynowego nr 63 w Niegłosach - Życie Częstochowy z 17 marca 1952 r.).

Zgoda i ... do telewizji!

czwartek, 26 marca 2015 21:19

Oto drobny fragment protokołów pokazujących, jak ludzie z gumy (choć nieci twardszej niż czynni funkcjonariusze Jaruzelskiego i Kiszczaka) budowali zgodę pod "okrągłym stołem".

„Min. Brol: Jeszcze jedno pytanie /…/ czy ta deklaracja intencji nie powinna zawierać jakiegoś elementu – nie wiem jak to określić – dobrej woli za strony tych, którzy by wrócili, którym by przywrócono jako podmioty, prawda, z tym honorem całym do normalnego życia.

(N.N.): Panie ministrze, ja jeszcze jestem ciągle wielbłądem.

Min. Brol: Nie, nie przesadzajmy.

Ob. Grabska: Fakt, że tu jesteśmy, to jest tez wielkim aktem dobrej woli z naszej strony. I wobec tego żądanie od nas jeszcze dodatkowych zapewnień dobrej woli, no wydaje mi się trochę dziwne.”

„Min. Brol:

Ob. Stefan Bratkowski:

Min. Brol: Ale czy mogę się zwrócić panie Stefanie w takiej formie bezpośredniej. Bo tutaj to tak pozwoli usunąć źródła poważnych konfliktów społecznych – jeden argument. Poprawia atmosferę polskiego życia społecznego. I tu bardzo by pasowało – pozwoli wykorzystać twórczo, czy coś pan tu potrafi powiedzieć. No ja nie chcę formułować, bo tu są zbyt różne organizacje, ale to byłaby taka niewielka deklaracja, a bardzo sympatyczna chyba, w szerokim kontekście pozwoliłoby się włączyć tym prawda uczestnikom w proces twórczy odnowy państwa, czy jak to tam nie wiem. Bo to znowu za wysokie słowa. Ale to byłby taki element, który chyba nadawałby więcej treści temu dokumentowi. Gdybyśmy to tak powiedzieli jak to jest, że pozwoliłoby… A więc deklaracja brzmiałaby jak następuje: „Grupa robocza „okrągłego stołu” do spraw stowarzyszeń wyraża przekonanie o politycznej potrzebie…

(N.N.) Nie, nie przepraszam, ale pan Bratkowski ma to lepiej sformułowane.

Ob. Stefan Bratkowski: Tylko czy potrzeba jest polityczna, czy zostawiamy samą potrzebę – panie ministrze?

/Głos z Sali na wyciszeniu/

Grupa robocza „okrągłego stołu” do spraw stowarzyszeń wyraża przekonanie o politycznej potrzebie podjęcia w ramach prac „okrągłego stołu” szybkich decyzji legalizujących na podstawie obowiązującego prawa o stowarzyszeniach – stowarzyszenia rozwiązane w czasie stanu wojennego /…./ Takie decyzje pozwolą usunąć źródła poważnych konfliktów społecznych i poprawią atmosferę polskiego życia społecznego.

(Stefan Bratkowski): To pana Bujaka poprosimy, przecież on jest szefem całej grupy.

Ob. Grabska: /…/ I w takim razie jeszcze teraz musimy się prędko zobaczyć z telewizją, Zapraszają nas.”

Stenogram z obrad "Okrągłego Stołu". Obrady Grupy d/s stowarzyszeń prowadzone pod przewodnictwem Stanisławy Grabskiej w dniu 27-02-1989 r. IPN BU 353/37

Wałęsa żąda przeprosin i grozi sądem

poniedziałek, 16 marca 2015 16:02

KANCELARIA PRAWNA JANC & PARTNERS

ul. Piękna 24/26A, lok. 1, 00-549 Warszawa

T. +48 22 354 64 01 F. +48 22 355 01 35

mail: Adres poczty elektronicznej jest chroniony przed robotami spamującymi. W przeglądarce musi być włączona obsługa JavaScript, żeby go zobaczyć. www.janc.eu

Warszawa, dnia 26 lutego 2015 roku

Krzysztof Wyszkowski

ul. Andersa 12/5

81-831 Sopot

OSTATECZNE WEZWANIE DO WYKONANIA WYROKU SĄDOWEGO

ORAZ DO ZANIECHANIA NARUSZANIA DÓBR OSOBISTYCH

Działając, jako pełnomocnik Pana Prezydenta Lecha Wałęsy, na podstawie udzielonego pełnomocnictwa, którego odpis przesyłam w załączeniu, wzywam do natychmiastowego wykonania wyroku Sądu Apelacyjnego w Gdańsku, I Wydział Cywilny z dnia 24 marca 2011 roku, I ACa 1520/10, w którym został Pan zobowiązany do złożenia w odpowiedni sposób oświadczenia następującej treści: „ W dniu 16 listopada 2005 r. w programach informacyjnych „Panorama" II programu TVP i „Fakty" telewizji TVN wyemitowano moje oświadczenie, iż powód Lech Wałęsa współpracował ze Służbą Bezpieczeństwa i pobierał za to pieniądze. To oświadczenie stanowiło nieprawdę i naruszało godność osobistą i dobre imię Lecha Wałęsy, wobec czego ja Krzysztof Wyszkowski odwołuje je w całości i przepraszam Lecha Wałęsę za naruszenie jego dóbr osobistych.". W związku z tym, że powyższy wyrok nie został przez Pana wykonany, mimo upływu prawie czterech lat od dnia jego wydania, po raz ostateczny wzywam do jego wykonania w terminie 14 dni od dnia otrzymania niniejszego pisma.

Jednocześnie wzywam do natychmiastowego zaniechania naruszania dóbr osobistych mojego Mocodawcy poprzez publikowanie i rozpowszechnianie nieprawdziwych informacji w zakresie tego, że Pan Prezydent Lech Wałęsa przegrał proces sądowy o naruszanie przez Pana jego dóbr osobistych. Niezależnie od powyższego w związku z dokonanymi naruszeniami wzywam do dopełnienia czynności potrzebnych do usunięcia ich skutków również poprzez opublikowanie powyższego oświadczenia na stronie internetowej http://wyszkowski.com.pl/. Niezastosowanie się do powyższego wezwania w terminie 14 dni od dnia otrzymania niniejszego pisma będzie skutkowało ponownym skierowaniem sprawy na drogę postępowania sądowego.           

Paweł Janc

RADCA PRAWNY

Lech Wałęsa żąda, żebym ogłosił w "Faktach" TVN, że nie był płatnym agentem SB i nie donosił na swoich kolegów ze Stoczni Gdańskiej. Jest to tym bardziej dziwne, że wznawia swe żądania w trakcie kampanii wyborczej, w której Bronisław Komorowski stara się o ponowny wybór na prezydenta. 

Pomimo, że nie został zaproszony do komitetu honorowego Komorowskiego, powinien pamietać, że mój niegdysiejszy przyjaciel Bronek, w 1990 r. jako wiceminister Obrony Narodowej, mówił mi w swoim gabinecie, że Wojskowe Sużby Informacyjne są w posiadaniu podpisanego przez Wałęsę zobowiązania do współpracy z SB oraz jego donosów, pokwitowań odbioru pieniędzy za te donosy, a także inne "kompr-materiały".

Żądania te są tym bardziej dziwne, że Wałęsa nie zaprzeczył tym informacjom, gdy mu je osobiście - po powrocie z Warszawy - przekazałem.

Nie zaprzeczy również temu - tym bardziej, że rozmawialiśmy w obecności świadka - że mówiłem mu, iż WSI mają szokującą wiedzę o innych jego tajemnicach, choć w tym momencie powiedział, że akurat tego się nie boi, bo, jak powiedział: "Mam oświadczenie podpisane przez ...". Nigdy jednak publicznie się do tej sprawy nie odniósł i ja też jej nie ujawniłem.

Czy Wałęsa uważa, że teraz Komorowski powie, że wtedy kłamał? Przecież nie może tego zrobić, ponieważ prawdziwość tych informacji została ustalona w podjętym w 1996 r. śledztwie prokuratorskim i od wyroku skazującego w procesie karnym za kradzież materiałów dokumentujących tę współpracę uratował Wałęsę prezydent Aleksander Kwaśniewski optując za przyznaniem mu immunitetu?

Przyznaję, że zachowania Wałęsy nie rozumiem. Może wytłumaczeniem jest działanie jakiegoś interesownego doradcy, który, licząc na sowity zarobek z wykorzystywania próżności multimilionera, wpędza go znowu -  jak ogłupionego przez "zaprzyjaźnione" media półślepego i kulawego byka - na arenę forów w rodzaju wykop.pl, gdzie ma stać się pośmiewiskiem w żałosnej corridzie?

Nie chcę tego. Zwracałem się publicznie do Lecha Wałęsy z prośbą, bu przyznał się do agentury i innych zdrad, bo byłoby to dobre dla samoswiadomości społecznej. Upór, z którym Wałęsa odmawia uczciwego stosunku do ludzi, którzy go niegdyś wspierali, robi wrażenie stuporu, którego jedynym skutkiem jest trwanie w Polsce atmosfery zakłamania i wyobcowania panujacej elity władzy.

Jeszcze raz proszę: Lechu - przestań kłamać, przestań zatracać siebie, bo choć Solidarności nie zakłamiesz - ma wielkich świętych, którzy zawsze obronią jej pamięć - to jednak tej pamięci szkodzisz!

 

 

Iwan Sierow - nie byłoby PRL bez Katynia

poniedziałek, 09 lutego 2015 09:23

Poeci listy piszą...

KRZYSZTOF MASŁOŃ, Do Rzeczy 3/2015, s. 54.

W  wyborze i opracowaniu Grzegorza P. Bąbiaka ukazały się listy, jakie założyciel i pierwszy prezes Czytelnika Jerzy Borejsza (1905-1952) otrzymywał w powo­jennej Polsce. W książce znalazły się listy 61 pisarzy, na czele z Dą­browską i Nałkowską, Miłoszem i Andrzejewskim, Gałczyńskim i Iwaszkiewiczem... Większość korespondencji nieszczególnie porywa, przeważają bowiem skryte za kurtuazyjnymi komplementami prośby o zapewnienie potrzeb materialnych, o pieniądze, miesz­kanie. Borejsza w tamtych czasach był szafarzem dóbr wszelakich, znakomicie czuł się w tej roli.

Z publikowanych listów, ocala­łych z „przeglądu" tej korespon­dencji, jakiego po śmierci Borejszy dokonał jego brat, sławny stalinow­ski oprawca Józef Różański, jeden zasługuje na wyjątkową uwagę. Chodzi o list Juliana Tuwima pisany w grudniu 1945 r. w Nowym Jorku.

„[...] po tylu latach okupacji faszystowskiej, po wyzwoleniu kraju przez armię radziecką, po takim przełomie, na takim »zakręcie dziejowym« - w kraju, którego prezydentem jest oby­watel Bierut, a wicepremierem obywatel Gomółka [!], a dyrek­torem największego »koncernu« wydawniczego obywatel Borejsza - w tym kraju jeszcze ciągle daje się we znaki lęk przed opinią kół reakcyjnych. Klechistan, jak widzę, został Klechistanem, a Lechitleria Lechitlerią. Tzw. »ataki na Kościół katolicki« polegają na przeciw­stawieniu cudownej postaci Chrystusa-Rewolucjonisty jego ziemskiemu »zastępcy«, sojuszni­kowi Możnych, Tłustych i Wyfraczonych, a »swoista koncepcja Piłsudskiego« jest domysłem, że jego nienawiść do Sowietów powstała (m.in. oczywiście)

„- z zawiści, że na dziejów szaniec

Z pożarem w łapie, jak z chorągwią.

Wszedł obszarpaniec, dzikus Mongoł,

Nie on, zułowski hardy panicz".

Jak na przedwojennego admiratora marszałka Piłsudskiego nieźle. Dalej jest jeszcze ciekawiej, a „boha­terem" Tuwimowskich wywodów staje się Bolesław Piasecki, przez poetę nazywany „sarmackim hitle­rowcem", „faszystowskim arcyścierwem" i „zbójem". Zdaniem Tuwima, nawet „»przyzwoite zachowanie się« niedoszłego fuhrera nazistow­skiej Polski (»już był w ogródku, już witał się z gąską«...) budzi obrzydzenie i śmierdzi. Za czasów hitlerowskich Piasecki siedział podobno w więzieniu czy obozie. Nic dziwnego. Przecież Niemcy chcieli w Polsce niemieckiego faszyzmu, nie polskiego. W meli­nach faszystowskich nieraz bywają kłótnie i bójki. Może wstrząs klęsk i niemieckie okrucieństwa tak silnie podziałały na Piaseckiego, że zdobył się nawet na uratowanie jakiegoś żydowskiego dziecka. Nie wyklu­czam tego - i w takim razie, jako syn wymordowanego narodu, dziękuję panu Piaseckiemu za ten wspania­łomyślny gest. Ale nie zmniejszy to w niczym mojej pogardy dla niego".

Autor „Kwiatów polskich" nie mógł pojąć, jak w prosowieckim, w domyśle - komunistycznym - systemie przywódca przedwojen­nej Falangi mógł wydawać pismo („Dziś i Jutro"). Mocno by się zdziwił Tuwim, gdyby się dowiedział, kto udzielił Piaseckiemu koncesji i na ten tygodnik, i na stworzenie przy­szłego PAX-u, i na działalność sensu stricto polityczną. A uczynił to nie­jaki Iwan Sierow, przyszły szef KGB, na razie odpowiedzialny „tylko" za, między innymi, Katyń. W przyszło­ści, na przykład, za Budapeszt.

Tuwim alarmuje też: „Mam wra­żenie, że nie zdajecie sobie sprawy, do czego tutaj doszła nienawiść do Polski. [...] Żydzi, potężni tutaj, zioną nienawiścią". I cytuje najpoważniej­sze amerykańskie tytuły prasowe: „W Polsce jest dziś największy antysemityzm na świecie".

Borejsza, autor sloganu o rze­komo „łagodnej rewolucji" prze­taczającej się przez Polskę, miał wysłuchiwać Tuwimowych pre­tensji: „Drogi Panie! Czy »łagodna rewolucja« nie zaczynała się czasem mścić? Czy wolno po takiej wojnie i po takiej tragedii, jaką Polska prze­szła, działać półśrodkami? Czynie sądzi Pan, że płód rewolucji w łonie naszego kraju poddano tzw. »skrobance«?".

Miał nad czym myśleć Jerzy Borejsza, czyli Beniamin Goldberg, według Miłosza najbardziej mię­dzynarodowy komunista, jakiego nosiła ziemia polska.

Ś. P. Kazimierz Switoń, jako rzemieślnik, był niegdyś członkiem Stronnictwa Demokratycznego. Centralny Komitet SD (kiedy był w nim Witold Kieżun) wyrzucił Świtonia z SD po liście do Sejmu w 1977 r.:  „W/w zorganizowaną działalność antysocjalistyczną podjął w m-cu kwietniu 1977r. Opracował on wówczas i przesłał na ręce Marszałka Sejmu PRL petycję w której wysunął szereg bezpodstawnych zarzutów i twierdzeń o dyskryminowaniu osób wierzących, łamaniu praw człowieka itp." /Sprawa Obiektowa Syndykat, k. 225/.

W tym samym czasie Kieżun tak uczył:

"Witold Kieżun, Podstawy organizacji i zarządzania, Książka i Wiedza 1980

„Od autora. Podstawą tej książki są wykłady uniwersyteckie autora oraz skrypt wydany pod tym samym tytułem w 1974 r. przez WSNS przy KC PZPR. Skrypt był przedmiotem dyskusji zorganizowanej w WSNS w 1975 r. /…/ starałem się (w nim) skonstruować podstawę pod budowę socjalistycznej teorii organizacji i zarządzania.” (s. 5) Zasadnicze różnice pomiędzy socjalistyczną i kapitalistyczną nauką o organizacji i zarządzaniu wynikają z wielu istotnych przesłanek. Przede wszystkim wiążą się one z różnymi celami stawianymi zakładom pracy w obydwu ustrojach. W kapitalizmie cel ten jest jednoznacznie zdefiniowany. Jest nim zysk prywatnych właścicieli. Cele stawiane przez ustrój socjalistyczny określają priorytet aspektu humanistycznego: zaspokojenie społecznych potrzeb i zapobieżenie alienacji w procesie pracy, pełny rozwój osobowości człowieka.’(s.15)

W kilka miesięcy po tym, jak, poruszeni przykładem Kazierza Świtonia, stoczniowcy w Gdańsku wywalczyli Wolne Związki Zawodowe mające ich bronić przed totalitarną władzą, Kieżun uczył, że: „podstawowe założenia będące fundamentem rozwiązań organizacyjnych w socjalizmie /…/ (to) 1. kierownicza rola partii marksistowsko-leninowskiej, 2. jedność kierownictwa politycznego i gospodarczego, 3. centralizm demokratyczny”.

Ten sowiecki bełkot nie był niestety u Kieżuna, bohatera czasu wojny, niczym wyjątkowym. Przecież dziesięć lat wcześniej, gdy stoczniowcy Gdańska i Szczecina ginęli od kul żołdaków „partii marksistowsko-leninowskiej”, on wspierał system takimi pracami, jak: „Komórki badań organizacyjnych w instytucjach w ZSRR i w Polsce („Prakseologia” 1970, nr 36)

Można powiedzieć, że nawet bohaterowie kroczą czasemj górą, a czasem doliną, ale w tej konkretnej sprawie prawdziwym bohaterem, który czy miał wielki wpływ na losy narodu i państwa polskiego, okazał się Kazimierz Świtoń.

Krzysztof Wyszkowski

Polska młodzież dojrzała do buntu

środa, 10 grudnia 2014 12:03
  1. Kiedy Polacy "wyjdą na ulicę" i zaczną odzyskiwać państwo ?  Jaki scenariusz Pan przewiduje, jeżeli nie wyjdą?

Fundamentalny przełom wynikający z upadku komunizm tak bardzo zaangażował zdolności adaptacyjne, że większość społeczeństwa nie była w stanie kontrolować postkomunistycznej elity władzy. Z tego wynikała np. zadziwiająco słaba reakcja na obalenie antykomunistycznego rządu Jana Olszewskiego. Zwycięstwo wyborcze Lecha Kaczyńskiego i Prawa i Sprawiedliwości w 2005 r. wskazywało na ozdrowieńcze zmiany, ale zmasowany kontratak formacji post-peerelowskich, wspomaganych przez tzw. „zaprzyjaźnione” media, doprowadził do powrotu PRL-bis.

Dopiero teraz, wraz z dochodzeniem do głosu ludzi nie mających związków z sowietyzmem, nadchodzi czas na głębokie przeobrażenia sceny politycznej. Polska młodzież jest w stanie zademonstrować niezgodę na trwanie Polski w politycznej katatonii narzucanej przez posowiecką mentalność „michnikowszczyzny”.

            Gdyby miało się okazać, że ta młodzież nie jest zdolna do protestu, byłby to znak trwałego upadku ducha narodowego, który stawiałby pod znakiem zapytania zdolność Polaków do utrzymania własnego państwa.

  1. Wielokrotnie ostatnio w debacie publicznej mówi się o tym, że brakuje nam "ducha roku 80tego, ducha Solidarności"  Jakby Pan to określił i dlaczego dzisiaj brakuje nam " tego szczególnego ducha"?

Dynamika buntu narodowego upostaciowanego w ruchu Solidarności brała się z wielu źródeł i sam, jako współinicjator tego ruchu, mam do części z nich stosunek krytyczny. Chodzi o elementy oportunizmu systemowego, który uważaliśmy wtedy za konieczną ostrożność geopolityczną – np. tzw. rewolucyjność samo-ograniczająca się – który dzisiaj uważam za historyczny błąd skutkujący nie dość wyraźną społeczną świadomość antycywilizacyjnego charakteru „realnego socjalizmu”. Ten błąd spowodował, że nawet działacze Solidarności, tacy jak Zbigniew Bujak, czy Władysław Frasyniuk – nie mówiąc o t.w. „Bolek” – nadal pozostają mentalnymi więźniami Peerelu, którzy w ćwierć wieku po hańbie Okrągłego Stołu trwają w postkomunistycznym zrośnięciu się ze swoimi niegdysiejszymi przeciwnikami.

            Do dzisiejszej młodzieży należy ostateczne odrzucenie mentalności „dialogu” ze zdrajcami i zbrodniarzami w rodzaju Jaruzelskiego czy Kiszczaka wraz z ich kagiebowskim zapleczem pełnym „Katów”,„Minimów” i „Olinów”, podtrzymywanego do dziś przez ludzi Układu - prezydenta Komorowskiego, premiera Donalda Tuska i całą Platformę Obywatelską.

Duch wolności musi wyrwać się spod dyktatury systemowych następców PZPR i otworzyć Polskę na zdolność samodzielnego uczestnictwa w „koncercie narodów”. Ważna jest w tym rola wolnych mediów, jako pośredników w systemie komunikacji społecznej. Wolne media muszą zdobyć pozycję dominującą w stosunku do „funkcjonariuszy informacji” ustanowionych po 1989 r. przez SB i WSI, jako zabezpieczenie interesów postkomuny.

  1. Jeżeli miałby Pan doradzać młodym ( choćby np. tym tysiącom młodych ludzi, którzy wyszli dwa tygodnie temu protestować przeciwko fałszerstwom wyborczym) to przed czym by Pan ich przestrzegł?

            Przed ekstremizmami – zarówno lewackimi, jak narodowymi – bo obie tendecje są zazwyczaj eksponentem zagranicznej i antypolskiej dywersji. Równie konieczne, ale trudniejsze do rozpoznania, jest odróżnianie interesu Polski od interesów obcych. Doskonałym przykładem jest obecnie sprawa więzień CIA w III RP  rządzonej przez takich funkcjonariuszy sowietyzmu, jak Aleksander Kwaśniewski i Leszek Miller. Ci „zaufani ludzie KGB” po 1989 r. błyskawicznie – i zapewne nie bez zgody swoich mocodawców – przeobrazili się w sługi amerykańskich służb specjalnych. W efekcie Polska i Polacy stali się ofiarą sojuszu postkomunistów z CIA, w którego skutku Amerykanie byli – i zapewne są nadal – przeciwnikami tych polskich sił patriotycznych, które dążą do uwolnienia państwa i społeczeństwa spod szkodliwej dla polskiej racji stanu dominacji zarówno ze Wschodu, jak i Zachodu. To dlatego Bush-ojciec intronizował Jaruzelskiego na prezydenta, a Bush-syn popierał obóz postkomunistyczny przeciw polskim patriotom.

Jestem przekonany, że polska młodzież dojrzała już do zrozumienia, że nasi strategiczni sojusznicy, całkiem w tym podobnie jak nasi wrogowie, kierują się własnym bardzo pragmatycznie pojmowanym interesem, dla którego miłe słówka są tylko tandetnym przykryciem. Mam nadzieję, że Polacy dojrzeli do wykazania koniecznej pewności siebie, która da nam siłę do artykulacji i realizacji naszych własnych interesów, a nawet naszych marzeń.

Gazeta Polska Codziennie - 11.12.14


Zmarł Kazimierz Świtoń

czwartek, 04 grudnia 2014 17:29
Dzisiaj rano zmarł w Katowicach bohater, któremu Polska i Polacy zawdzięczają założenie 23 lutego 1978 r. Wolnych Związków Zawodowych. To jego odwaga uruchomiła proces, który w 1980 r. doprowadził do powstania Solidarności.

Św. p. Kazimierz walczył z komunizmem jako antycywilizacją posługującą się totalnym kłamstwem.

Ta niezgoda na kłamstwo spowodowała, że po 1989 r. uznał, że jego obowiązkiem jest nadal walka z po-okrągłostołowym  postkomunizmem. Dlatego w chwili obalania rządu Jana Olszewskiego, jako pierwszy ujawnił, że Lech Wałęsa był agentem komunistycznej policji politycznej. Dlatego nie zgadzał się na kłamstwo usunięcia krzyża z Auschwitz. Dlatego został wyklęty z polskiego życia publicznego.  

Cześć Jego pamięci!

Strona 5 z 49